Przetargi, licytacje, zamówienia publiczne

Sejm chce kupić 500 tabletów. W ramach oszczędności

Vadim Makarenko, Tomasz Grynkiewicz, bart
2011-12-23, ostatnia aktualizacja 2011-12-23 13:32

Poseł i wicepremier Waldemar Pawlak, znany miłośnik iPadów
Poseł i wicepremier Waldemar Pawlak, znany miłośnik iPadów
SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Sejm zamknął przetarg na zakup tabletów dla posłów. Polska jest jednym z pierwszych krajów w Europie, w których iPad będzie oficjalnym narzędziem stanowienia prawa.

- Mam własny laptop, pracuję normalnie. Już w zeszłym roku zapowiedziałem w sekretariacie swojej komisji, że jeśli będą przynosić nam projekty ustawy na papierze, to popędzę - mówi "Gazecie" Janusz Piechociński (PSL), członek sejmowej komisji innowacyjności i nowoczesnych technologii.

Wkrótce będzie mógł wymienić laptopa na lżejszego, ważącego ok. 600 gramów iPada. Kancelaria Sejmu rozstrzygnęła bowiem przetarg na zakup 500 tabletów, wybierając sprzęt Apple. I to w najdroższej wersji: każdy z 460 posłów dostanie nowiutki iPad2 z 64 GB pamięci. Łączyć się może z internetem za pomocą wi-fi lub sieci komórkowej (posłowie dostaną karty SIM z miesięcznym limitem na przesył danych 2 GB). Jeśli wynik przetargu nie zostanie oprotestowany, iPady do Sejmu powinny trafić w lutym przyszłego roku.

Wczoraj Kancelaria nie odpowiedziała, ile to będzie kosztowało. Licząc po cenach detalicznych, bez żadnych rabatów wyszłoby ok. 1,75 mln zł brutto (ok. 1,35 mln zł netto).

Poza tabletem Sejm przygotował też specjalną aplikację ułatwiającą elektroniczny obieg dokumentów. Czy rzeczywiście usprawni to pracę posłów? Piechociński jest sceptyczny: - Wszystko zależy od indywidualnego podejścia. Wśród kolegów są obyci z technologiami, ale większość zaczyna zwracać na nie uwagę tylko przed wyborami - mówi. A to oznacza, że bez szkoleń dla polityków się raczej nie obędzie.

Gdy podobny zakup ogłosił jesienią tego roku holenderski senat, szacował, że już w pierwszym roku na druku oraz kurierach zaoszczędzi 140 tys. euro. Po wprowadzeniu iPadów wraz z aplikacją "senatorską", roczne koszty mają spaść do ok. 35 tys. euro. Na tablety wraz z oprogramowaniem dla 75 senatorów Holendrzy wydali ok. 150 tys. euro.

Nie uzyskaliśmy wczoraj odpowiedzi, jakich oszczędności oczekuje Kancelaria Sejmu. Budżet Sejmu na przyszły rok wynosi 412 mln zł, w nim zakup papieru to stosunkowo niewielka pozycja (przykładowo w 2007 r. wydano na ten cel ok. 640 tys. zł). Choć trzeba do tego też dodać koszty związane z drukowaniem i kopiowaniem papierowych dokumentów. One i tak są mniejsze, bo już dziś posłowie dostają materiały np. związane z budżetem w postaci prezentacji albo plików tekstowych. - Staramy się pracować na dokumentach elektronicznych, ale nieprzygotowani członkowie komisji proszą o papierową wersję dokumentu - mówi poseł PSL.

To, czy tablety przyniosą rzeczywiste oszczędności, zależy w dużej mierze od tego, jak Sejm wdroży nowe rozwiązanie. Zwykły konsument przychodzi do domu z tabletem, ładuje baterię, wgrywa programy, dokumenty, zdjęcia, muzykę, książki i gry i już po kilku godzinach może cieszyć się nabytkiem. Wdrożenie iPada w dużej instytucji wymaga poważnych przygotowań. Jeśli poseł nie będzie mógł w ciągu kilku sekund połączyć się z bazą Sejmu, znaleźć i ściągnąć na iPada potrzebne dokumenty, a następnie nanieść na nie swoich uwag, oznacza to, że zamiast narzędzia pracy ma kosztowną zabawkę sfinansowaną przez podatników.

- Jestem przeciwnikiem e-administracji jako gadżetologii - przyznaje Piechociński. - Ale cyfryzacja procesu legislacyjnego pozwala na dużo większe i szersze konsultacje społeczne i większą przejrzystość. W jednym miejscu mam projekt, uwagi posłów i opinie lobbystów. Często jest też tak, że pasjonaci w określonych dziedzinach wychwytują rzeczy, które umykają politykom. Dlatego jestem zwolennikiem, by aplikacja sejmowa była otwarta dla wszystkich. Dziś dostęp do materiałów parlamentu ma charakter informacyjny, praktycznie nie ma w tym dyskusji - przekonuje.

Polska będzie jednym z pierwszych krajów używających tabletów w procesie stanowienia prawa. Są one już wykorzystywane m.in. w amerykańskim Kongresie czy w Bundestagu. W Niemczech działa to tak: parlamentarzyści mogą kupić iPada, a administracja Bundestagu zwraca im koszty. W tym roku niemieckie gazety szacowały, że co najmniej połowa posłów korzysta z tak opłaconego iPada (w sumie jest 622 deputowanych).

- Podczas posiedzenia łączę się z serwerem Bundestagu, sprawdzam porządek obrad, patrzę, ilu mówców jest przede mną. W każdej chwili mogę połączyć się z parlamentarną bazą aktów prawnych, mogę porozumiewać się ze współpracownikami, wysyłać e-maile i sprawdzać, czy minister nie opowiada bajek - zachwycał się poseł.

Do Niemiec iPada przywiozła z USA Angela Merkel (był to prezent od gubernatora Kalifornii Arnolda Schwarzeneggera). Nie obyło się bez zgrzytów - najpierw trzeba było zmienić przepisy, by z iPadów wolno było korzystać na sali obrad. Potem okazało się, że niektórzy posłowie całe posiedzenie gapią się w ekran tabletu. Niemieccy dziennikarze przyłapali ówczesnego premiera Kraju Saary Petera Müllera, jak podczas obrad na iPadzie... grał w szachy.

Zamówienie sejmowe to jak dotąd największy jednorazowy zakup tabletów Apple'a w Polsce. Według szacunków dystrybutorów miesięcznie firmy i instytucje zamawiają ok. 200 sztuk. - Użytkownikom indywidualnym miesięcznie sprzedaje się średnio nawet 10 tys. sztuk - porównuje Piotr Żelakiewicz, dyrektor ds. rozwoju rynku firmy iSource dystrybuującej sprzęt m.in. Apple czy Motoroli.

Wcześniej iPady chciała zamówić Kancelaria Prezydenta dla Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Urzędnicy w wymaganiach skopiowali dokładnie dane techniczne ze strony Apple, co spowodowało, że w warunkach przetargu pojawił się m.in. słownik czirokeski oraz klawiatura tybetańska. Gdy sprawę opisała Wyborcza.pl, przetarg anulowano. W sobotniej "Gazecie": jak tablety wchodzą do firm

Zobacz więcej na temat: