Chaos na przystankach. Kto przejmie czerwone wiaty?

Michał Wojtczuk
20.01.2012 , aktualizacja: 19.01.2012 21:25
A A A
Czerwona wiata na pl. Konstytucji

Czerwona wiata na pl. Konstytucji (FOT. BARTEK BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA)

Przed rozstrzygnięciem przetargu na firmę, która ustawi nowe wiaty przystankowe, miasto niespodziewanie ogłasza inny: ktoś ma przejąć istniejące od lat 90. czerwone wiaty. - Tymczasowo - twierdzą urzędnicy, ale nie wiadomo, ile to potrwa.
Montaż 1,5 tys. nowoczesnych wiat miał być pierwszą inwestycją w Warszawie zrealizowaną według zasad partnerstwa publiczno-prywatnego. Zadaniem wybranej firmy byłoby ustawienie wiat (koszt szacowany jest na 80 mln zł) w zamian za zyski, jakie czerpałaby z reklam rozwieszanych na przystankach. Przetarg ciągnie się od maja 2010 r. Zgłosiły się do niego firmy JCDecaux i Clear Channel Poland, a także trzy konsorcja: CAM Media wraz z CAM Polski Outdoor, Universum Digital-UPG Warszawa oraz startujące wspólnie firmy Ströer Polska oraz AMS (należy do koncernu Agora, wydawcy "Gazety Wyborczej").

Tymczasowo, czyli do kiedy?

Dziś Zarząd Transportu Miejskiego ogłosi przetarg na zarządzanie ok. 500 istniejącymi czerwonymi wiatami i ich utrzymanie. Miała je przejąć firma "partnerska". Od 1991 r. opiekowała się nimi firma Adpol (własność AMS) na mocy umowy, która wygasła z końcem 2011 r. - Chcemy wybrać firmę, która przejmie te przystanki od Adpolu. Na jak długo? Tymczasowo, a potem przekaże je firmie wyłonionej w przetargu partnerstwa - mówi Igor Krajnow, rzecznik ZTM.

Sęk w tym, że nie wiadomo, kiedy ten przetarg zostanie rozstrzygnięty. Termin ciągle się przesuwa. Kiedy przetarg ogłaszano, Paweł Pawłowski, wicedyrektor miejskiego biura obsługi inwestorów, mówił, że operatora wiat poznamy jesienią 2010 r. W listopadzie zeszłego roku urzędnicy twierdzili, że nastąpi to do końca 2011 r. Teraz Agnieszka Kłąb z biura prasowego ratusza wspomina o marcu 2012 r.

To oznacza, że nie ma jasno określonego czasu zarządzania przystankami przez firmę wybraną w "małym" przetargu ogłaszanym dzisiaj. Nie wiadomo np., czy to ona będzie sprzedawać reklamy na przystankach podczas Euro 2012.

Dziwoląg, bez sensu

Zamiast ogłaszać "mały" przetarg miasto mogłoby podpisać aneks przedłużający umowę z Adpolem. Raz już jednak taki roczny aneks sporządzono. Wtedy radni opozycji (m.in. Maciej Wąsik, lider PiS w Radzie Warszawy) zarzucali, że ratusz faworyzuje w ten sposób Adpol.

- Ten "mały" przetarg jest kompletnie bez sensu - mówi ostro Lech Kaczoń, prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej. Przekonuje, że kampanie reklamowe planuje się na wiele miesięcy naprzód. Pyta, jak ma skonstruować ofertę firma, jeżeli nie wie, jak długo będzie mogła sprzedawać reklamy. - A jeżeli rzeczywiście "duży" przetarg ma być rozstrzygnięty w marcu, to kto będzie angażować się w zarządzanie pół tysiącem wiat na dwa miesiące? No, chyba, że miasto już wie, że przetarg na partnerstwo nie zostanie rozstrzygnięty w tym roku, albo w ogóle chce się z niego wycofać - zastanawia się Lech Kaczoń.

- Rozumiem, że przetarg na partnerstwo jest trudny, bo to nie zakup ołówków. Ciągnie się jednak bardzo długo. Wiceprezydent miasta Jacek Wojciechowicz co chwila rzuca nowe, coraz późniejsze terminy jego rozstrzygnięcia - zauważa radny Maciej Wąsik i dodaje: - Nowy przetarg to jakiś dziwoląg. Jeżeli urzędnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz nie potrafią rozstrzygnąć "dużego" przetargu na wiaty, to przystanki od Adpolu powinno przejąć miasto, a ich powierzchnię reklamową powierzyć firmie Warexpo - miejskiej spółce zajmującej się reklamą zewnętrzną - uważa.

- Przetarg na partnerstwo jest pionierski, wcale nie przeszkadza mi, że trwa długo. Chodzi o to, żeby wyłonić dobrego partnera, a nie, żeby wybrać go szybko - odpowiada Michał Bitner, radny PO. - "Mały przetarg" to asekuracja, urzędnicy zabezpieczają się w ten sposób na wypadek, gdyby "duży" nie wypalił. Nie ma nic złego w tym, że ratusz szykuje sobie rozwiązania na każdą sytuację - twierdzi.

Zobacz także