PKP InterCity chce kupić nowoczesne pociągi. Spory przy przetargach

Leszek Baj
29.08.2013 , aktualizacja: 29.08.2013 10:47
A A A
Konsorcjum szwajcarskiego Stadlera i polskiego Newagu wygrało wart 1,6 mld zł przetarg na dostawę 20 elektrycznych pociągów mogących jeździć z prędkością 160 km/godz.
PKP InterCity w ramach dwóch oddzielnych przetargów chce kupić w sumie 40 tzw. elektrycznych zespołów trakcyjnych, które mają kursować od października 2015 roku pomiędzy największymi miastami w Polsce. Pociągi mają mieć klimatyzację, udogodnienia dla osób niepełnosprawnych, miejsca do przewozu rowerów. W sumie na wszystkie 40 pociągów spółka będzie musiała wydać ponad 2 mld zł, a do tego dojdą jeszcze koszty utrzymania składów. Ich zakup będzie współfinansowany z funduszy unijnych.

Pierwszy przetarg na 20 pociągów wygrało konsorcjum Stadler i Newag, który zaoferował produkowane przez Szwajcarów pociągi typu Flirt (jeżdżą np. w barwach czeskiego przewoźnika Leo Express). Firmy zaoferowały dostawę pociągów za niemal 1,16 mld zł, a koszty serwisu przez 15 lat oszacowały na 464,9 mln zł. W tym przetargu były jeszcze trzy inne oferty: hiszpańskiej firmy CAF, bydgoskiej Pesy oraz należących do niej Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego "Mińsk Mazowiecki".

Zmowa przetargowa?

Najtańszą - biorąc pod uwagę w sumie cenę pociągów i koszty ich utrzymania - złożyły ZNTK Mińsk Mazowiecki, które zaoferowały pociągi za 1,316 mld zł, a więc droższe niż Stadler i Newag, ale znacznie niższe koszty ich utrzymania przez 15 lat - 121,4 mln zł.

Komisja przetargowa wykluczyła z powodów proceduralnych ofertę Hiszpanów. Odrzuciła też ofertę Pesy i ZNTK Mińsk Mazowiecki. "Wyniki analizy złożonej przez obie firmy dokumentacji dają przesłanki, by twierdzić, że doszło do wystąpienia zmowy przetargowej i naruszenia konkurencji" - napisało PKP InterCity w komunikacie.

Przewoźnik zarzucił Pesie i ZNTK, że złożyły niemal identyczne oferty, proponując ten sam pociąg. Podobne były też odpowiedzi oferentów na pytania InterCity. Przewoźnika nie zadowoliły tłumaczenia obu firm w sprawie kalkulacji ceny utrzymania taboru przez 15 lat, a ta według InterCity była "rażąco niska". Dodatkowo zdaniem InterCity oferty złożone przez Pesę i ZNTK nie odpowiadały specyfikacji zamówienia.

"Rażąco niskie" oferty

- Pesa jest zdziwiona i zaskoczona decyzją PKP InterCity, ponieważ złożyła ofertę zgodną z prawem zamówień publicznych, odpowiadającą oczekiwaniom przewoźnika - mówi Michał Żurowski, rzecznik Pesy. - Tymczasem wybrana została oferta, która według wyliczeń przetargu była najmniej korzystna ze zgłoszonych - dodaje. Jego zdaniem specyfikacja zamówienia dopuszczała złożenie ofert przez dwie firmy z tej samej grupy.

To nie pierwsze takie spięcie pomiędzy PKP InterCity a Pesą w ostatnich dniach. Niedawno InterCity odwołało przetarg na dostawę dziesięciu nowych lokomotyw spalinowych. Pesa w przetargu złożyła najtańszą ofertę. PKP InterCity przetarg odwołało, tłumacząc, że oferta Pesy dotycząca serwisowania lokomotyw była "rażąco niska".

"Pesa Bydgoszcz, składając ofertę, zobowiązała się utrzymywać każdą z 10 lokomotyw spalinowych przez kolejne 12 lat za 1 grosz za przejechany kilometr" - pisali w komunikacie przedstawiciele PKP InterCity. "Pozostali oferenci usługę utrzymania wycenili na 4 i 12 zł za km. Z kolei szacowana przez PKP InterCity na podstawie badania rynku cena utrzymania lokomotywy to ok. 3 zł za km jazdy" - twierdziło PKP InterCity.

Przedstawiciele Pesy stwierdzili, że InterCity marnuje pieniądze. Zasugerowali, że nowy przetarg może faworyzować takich producentów jak Siemens czy Bombardier. PKP InterCity nazwało wtedy komunikat Pesy "szkalującym".

PKP InterCity wybiera droższe

Michał Żurowski nie rozumie decyzji InterCity. - Warto podkreślić, że to kolejna po zakupie Pendolino i przetargu na lokomotywy sytuacja, gdy PKP IC wybiera droższego dostawcę, a w tym przypadku tym bardziej jest to niezrozumiałe, bo pieniądze te zostaną wyprowadzone nie tylko poza Polskę, ale też poza UE - do Szwajcarii, z której pochodzi lider konsorcjum - mówi rzecznik Pesy.

PKP InterCity spotkało się z nieprzychylnymi komentarzami (także ze strony prezesa Pesy Tomasza Zaboklickiego) po zakupie pociągów Pendolino za 2,8 mld zł (to cena za dostawę 20 pociągów wraz z ich utrzymaniem przez 17 lat i budową centrum serwisowego). Jednym z argumentów było to, że Pendolino nie są produkowane w Polsce, lecz we Włoszech. Tym razem jednak dostawy pociągów zapewni dwóch producentów, którzy właśnie w Polsce mają swoje zakłady: Stadler w Siedlcach, a Newag w Nowym Sączu i w Gliwicach.

Pesa i PKP InterCity nie tylko się sprzeczają, ale też potrafią współpracować. W połowie sierpnia spółki podpisały umowę na modernizację 115 wagonów za 330 mln zł.

Zobacz także