Wójt Wręczycy przed sądem. Przekręty z pomocą urzędników za ponad pół miliona złotych

Marek Mamoń
24.11.2013 , aktualizacja: 24.11.2013 18:40
A A A
Akta sądowe

Akta sądowe (Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta)

Przed częstochowskim sądem rozpoczął się proces wójta Wręczycy Wielkiej, Henryka K., i 11 innych osób. Zarzuty dotyczą głównie ustawiania przetargów na roboty drogowe, poświadczania nieprawdy w dokumentach i braku nadzoru wójta nad podległym mu pracownikiem.
Śledztwo w tej sprawie trwało pięć lat, a zarzuty prokuratorskie nie były przeszkodą, aby wójt wygrał w 2010 r. wybory i mógł się szczycić tym, że najdłużej w Polsce kieruje gminą - nieprzerwanie od ponad 35 lat.

W kwietniu 2008 r. u wójta zjawili się policjanci z kłobuckiej komendy z nakazem zatrzymania. Skutego kajdankami przewieźli do częstochowskiej prokuratury. Po przesłuchaniu przeprowadzili go do gmachu sądu na rozprawę aresztancką. Sąd nie znalazł podstaw, by wójt trafił do aresztu. Kilka dni później przytłaczającą większością głosów radni udzielili mu absolutorium z wykonania budżetu za 2007 r.

Późniejsze śledztwo wykazało, że co najmniej 20 przetargów, głównie na roboty drogowe, było ustawionych. W tych sprawach wójt bezgranicznie ufał Andrzejowi J., podinspektorowi w referacie gospodarki komunalnej. To on decydował o wynikach przetargów, a także w imieniu gminy sprawował nadzór inwestorski nad realizowanymi zadaniami. Jego teściem był Józef S., który w ciągu dwóch i pół roku wygrał w gminie 14 z 20 przetargów - głównie na roboty drogowe. By nadać temu pozory konkurencyjności, Józef S. namawiał znajomych prowadzących działalność gospodarczą do startowania w przetargach jako tzw. słupy.

Andrzejowi J., który w sprawie jest głównym oskarżonym, przedstawiono 17 zarzutów. Obarczono go winą za narażenie budżetu gminy na straty w wysokości co najmniej 540 tys. zł. Miał zatwierdzać roboty drogowe, których nie wykonano, a także mieć pirackie oprogramowanie komputerowe.

Na ławie oskarżonych zasiądzie także pięciu przedsiębiorców z zarzutami zmowy przy przetargach.

W czwartek po wysłuchaniu aktu oskarżenia Henryk K. nie przyznał się do winy. Tłumaczył, że nie wiedział, iż jego podwładny nie ma prawa zasiadać w komisji przetargowej, gdy o zamówienie stara się jego teść.

Sam Andrzej J. na sali sądowej zaprzeczał, aby z teściem łączyły go więzi, bo gdy rozstrzygano przetargi, był już po rozwodzie z jego córką. W pełni przyznał się jedynie do używania nielegalnego oprogramowania komputerowego. Oskarżeni przedsiębiorcy także częściowo przyznali się do winy.

Ciekawostką jest to, że gmina w procesie nie jest... stroną pokrzywdzoną. Rada gminy nie chciała występować w tym charakterze - dla prokuratury był to "niezrozumiały społecznie opór". Oskarżyciel zwrócił się więc do NIK, aby ta instytucja wystąpiła w charakterze pokrzywdzonego. NIK na to przystała i dopiero wówczas można było sporządzić akt oskarżenia.

Więcej o: