Ruszył rozbiór stoczni. Zadowolonych nie widać

Andrzej Kraśnicki jr
16.03.2009 , aktualizacja: 17.03.2009 09:42
A A A
Jest ogłoszenie o przetargu na sprzedaż majątku Stoczni Szczecińskiej Nowa. Największy szczeciński zakład został podzielony na dziewięć części. Ale czy znajdą się nabywcy?
Całostronicowe ogłoszenie opublikował w poniedziałkowej "Rzeczpospolitej" Bud Bank Leasing, który jest zarządcą kompensacji. To zarządca ma, w imieniu Agencji Rozwoju Przemysłu, "zdemontować" Stocznię Szczecińską Nowa i spłacić wierzycieli. Ogłoszenie to spis jedenastu przetargów, które zostaną rozstrzygnięte 15 i 16 maja. Dziewięć z nich dotyczy majątku stoczni. Na tyle części została podzielona SSN (dwa pozostałe przetargi dotyczą udziałów w spółkach Porta Styl i Nord).

- Przetarg ma być prowadzony w sposób niedyskryminujący oraz nieograniczający grona potencjalnych inwestorów - mówił na poniedziałkowej konferencji prasowej w Warszawie Wojciech Dąbrowski, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu. - Jedynym kryterium w postępowaniu będzie cena, jaką inwestorzy chcą zaoferować.

Jeśli chętnych nie będzie, zarządca kompensacji ogłosi aukcję. Cena wywoławcza opierać się będzie na szacunkowych wycenach majątku. Do aukcji może dojść w ciągu trzech dni od zakończenia nieudanego przetargu. W przypadku braku chętnych odbędą się kolejne aukcje z niższymi cenami wywoławczymi. Tyle że wówczas będzie już na to potrzebna zgoda Komisji Europejskiej. Ustawa stoczniowa taką możliwość przewidziała. Dodatkowy czas to jednak tylko trzy miesiące - do 31 sierpnia.

- To graniczny termin - mówił na konferencji prasowej Roman Nojszewski, zarządca kompensacji. - Jeśli do tego momentu nie uda się sprzedać składnika majątku stoczni, zarządca kompensacji po zamknięciu postępowania przekaże go syndykowi.

Scenariusz zakładający nieudany przetarg jest realny. Z naszych informacji wynika, że chociaż są potencjalni nabywcy majątku Stoczni Szczecińskiej Nowa, to oferta w przetargu nie spełnia ich oczekiwań. Podział stoczni nie pasuje np. Norwegom ze stoczni Ulstein, którzy są zainteresowani rejonem pochylni Wulkan. Obszar oferowany wraz z tą pochylnią jest dla nich za duży. Potencjalni kupcy wskazują też na inną przeszkodę: czas. Umowy ze zwycięzcami przetargów mają zostać podpisane do 31 maja. Dwa tygodnie to - wg naszych rozmówców - za krótko, by różni nabywcy dogadali się co do dostępu do dróg dojazdowych i infrastruktury, a bez tego udział w przetargach to kupowanie kota w worku.

- Na przykład główne źródło zasilania stoczni w prąd znajduje się w rejonie pochylni Wulkan i każdy, kto kupi ten kawałek stoczni, będzie miał na głowie konieczność dogadania się z nabywcami majątku w innych częściach - potwierdza wątpliwości naszych rozmówców Jacek Kantor, szef Solidarności'80 w SSN.

Wg stoczniowców potencjalni inwestorzy mogą przeczekać przetarg, a także pierwszą licytację. Dzięki temu zyskają i więcej czasu na przygotowania do transakcji, i niższą cenę wyjściową. Możliwe jest też czekanie na wejście do stoczni syndyka. Z punktu widzenia inwestora to o tyle korzystne, że syndyk nie będzie musiał sprzedawać stoczni wg planu rozbioru przygotowanego przez ARP. Jest jednak i minus. Procedury związane z wyceną majątku przez syndyka i przygotowanie przez niego sprzedaży pochłonęłyby co najmniej pół roku. Firma trafiłaby więc w ręce nowych właścicieli dopiero na początku przyszłego roku.

- Po półrocznym przestoju majątek stoczni będzie się nadawał już tylko na złom - kwituje taki scenariusz Kantor.

Sprzedaż stoczni w kawałkach to wymóg Komisji Europejskiej, która uznała, że udzielona zakładowi po 2002 r. pomoc publiczna była nielegalna.