Łatwiej budować metro w Warszawie niż w Rzymie

Krzysztof Śmietana
26.06.2009 , aktualizacja: 25.06.2009 22:52
A A A
Dziś kolejna odsłona walki o budowę drugiej linii metra. Włosi, którzy wygrali przetarg, odrzucają zarzuty innych firm i przekonują, że wydrążenie kolejki w Warszawie nie będzie dla nich zbyt trudne.
Włosi, zapraszając dziennikarzy do Rzymu, chcieli pokazać, że znają się na budowie metra. Brak odpowiednich doświadczeń wciąż zarzucają im konkurenci w rywalizacji o kontrakt na drugą linię metra w Warszawie. Jeden z nich - Mostostal Warszawa, który startował do przetargu na drugą linię metra z ceną 5 mld zł. Szefowie Mostostalu twierdzą, że zaproponowana przez Włochów kwota 4,1 mld zł jest znacznie zaniżona, czego efektem może być wstrzymywanie prac i wymuszanie aneksów cenowych. Zarzuca także konsorcjum Astaldi - Gulermak, że nic w Polsce nie budowało i w efekcie nie poradzi sobie w tutejszych warunkach.

Włosi odrzucają te zarzuty. - Przecież zawsze musi być pierwszy raz. Tak było, gdy wchodziliśmy na budowy w Rumunii, Turcji czy w wielu innych krajach na świecie - mówi Cesare Bernardini z zarządu włoskiego koncernu. Twierdzi, że cena została bardzo dobrze wyliczona i nie jest zaniżona. - Nie jesteśmy hazardzistami. Wszystko przygotowaliśmy w najdrobniejszych szczegółach - dodaje Bernardini. Przy ewentualnych problemach, np. przy przebijaniu się do urzędów, ma pomóc polski partner konsorcjum - Przedsiębiorstwo Budowy Dróg i Mostów z Mińska Maz.

Firma Astaldi drąży metro w kilku miastach włoskich, a także za granicą, m.in. w Wenezueli. Flagowym przedsięwzięciem jest teraz budowa trzeciej linii metra w Rzymie. To tam w ostatnich dniach firma Astaldi pokazała grupie dziennikarzy z Warszawy, jak wygląda drążenie podziemnego tunelu za pomocą zmechanizowanej tarczy typu TBM.

Cała konstrukcja rzymskiej tarczy ma 85 m długości, z czego kluczowy mechanizm z przodu zajmuje 15 m. Obsługuje ją 13 pracowników. Jej sercem jest niewielkie pomieszczenie z komputerami i wyświetlaczami, z którego kontroluje się drążenie. Wbijając się w grunt, maszyna od razu montuje z betonowych elementów pierścień obudowy. Całość przesuwa się w średnim tempie 10-12 m na dobę, ale czasem maszyna potrafić wydrążyć 24-metrowy tunel. Przypomnijmy, że na budowie pierwszej linii w Warszawie radziecka tarcza przesuwała się w tempie najwyżej 2 m na dobę.

Według przedstawicieli Astaldi budowa metra w Warszawie będzie prostsza niż drążenie tuneli w stolicy Włoch, gdzie trzeba się przebijać pod ciasno zabudowanym historycznym centrum. Stan budynków musi być cały czas monitorowany. U nas metro będzie zaś głównie prowadzić pod dość szerokimi ulicami - Świętokrzyską i Targową.

Jeśli dojdzie do podpisania umowy, Astaldi chce przetransportować do Warszawy trzy tarcze zmechanizowane. Będą one drążyły dwa równoległe tunele między stacjami, które będą budowane techniką odkrywkową.

Bernardini spodziewał się protestów, bo twierdzi, że tak to jest w większości krajów Europy. Wciąż nie wiadomo jednak, kiedy Krajowa Izba Odwoławcza ostatecznie oceni zarzuty konkurentów. Dziś Izba ponownie zajmie się rozpatrywaniem protestów dwóch przegranych w przetargu na budowę drugiej linii warszawskiego metra - Mostostalu Warszawa, należącego w połowie do hiszpańskiej Acciony, i konsorcjum chińskiego China Overseas Engineering Group. Obie firmy wytykają zwycięzcy przetargu konsorcjum Astaldi - Gulermak przede wszystkim błędy formalne w ofercie, np. w sprawie pełnomocnictw, wadium czy źle udokumentowanego zabezpieczenia finansowego. Włosi są jednak pewni, że protesty zostaną odrzucone.

Najprawdopodobniej dziś nie będzie jeszcze rozstrzygnięcia. Jeśli Astaldi by wygrało, konkurenci już zapowiedzieli koleją walkę, tym razem w sądzie. Spór może potrwać nawet do jesieni.

Przeczytaj także: Nowe remonty w centrum i nowe objazdy



Zobacz także