Starcie o metro. Chińczycy o Turkach: Nakłamali

Jarosław Osowski
04.08.2009 , aktualizacja: 04.08.2009 08:20
A A A
Wygrali przetarg na drugą linię metra w Warszawie, choć oszukali, że mają na koncie stacje w Stambule - zarzucają tureckiej firmie Chińczycy, którzy wciąż liczą na kontrakt w naszej stolicy. Sprawą zajmie się sąd
To kolejna odsłona wojny o lukratywną umowę na budowę odcinka między Dworcem Wileńskim a rondem Daszyńskiego na Woli. Choć od rozstrzygnięcia przetargu na korzyść włosko-tureckiego konsorcjum Astaldi-Gulermak (cena: 4,1 mld zł) minęły właśnie trzy miesiące, dwaj konkurenci odwołują się do coraz wyższych instancji. Po należącym do Hiszpanów Mostostalu Warszawa (5 mld zł) do sądu idą Chińczycy (4,5 mld zł) z zarzutem fałszowania przez Turków dokumentów. Sprawa dotyczy stacji metra w Stambule, które Gulermak przedstawiał w Warszawie jako oddane jesienią zeszłego roku. Zdaniem chińskiego konsorcjum ich budowa wciąż trwa. Nieprawdę miał poświadczyć turecki urzędnik, którego przetłumaczone na język polski pismo zamieścił wczorajszy "Newsweek Polska".

- Wcześniej były tylko podejrzenia, że te stacje wciąż nie są gotowe. Teraz pokazujemy to na zdjęciach i filmach, które dołączyliśmy we wniosku do sądu - mówi Paweł Osowski z kancelarii prawnej reprezentującej interesy Chińczyków. - Mamy do czynienia z fałszerstwem dokumentów jeszcze w Turcji i przedstawieniem ich komisji przetargowej w Polsce. To najcięższe przestępstwo w zamówieniach publicznych. Dzisiaj w sprawie drugiej linii metra wszystko jest możliwe.

Przedstawiciel chińskich wykonawców dowodzi bowiem, że zwycięskie konsorcjum nie dopełniło wszystkich warunków przetargu. Jednym z nich miało być oddanie przez każdą z tworzących je firm 5 km tuneli i dwóch stacji wydrążonych podziemną tarczą oraz dwóch stacji zbudowanych metodą odkrywkową. Wszystko w ciągu ostatnich pięciu lat.

Anna Bartoń z biura prasowego Metra Warszawskiego przypomina jednak, że takim doświadczeniem miało się wykazać całe konsorcjum. Ma je firma Astaldi, która stoi na czele tego, które wygrało przetarg. Jego prawniczka Aleksandra Kralkowska przekonuje, że linia w Stambule rzeczywiście nie jest gotowa w całości, ale "są odcinki mniej i bardziej zaawansowane". Jej zdaniem w różnych krajach inaczej ocenia się stopień wykonania budowy. - Ile już było doniesień, czego myśmy nie dopełnili, a jakoś wszystkie protesty najpierw odrzuciło Metro Warszawskie, a potem Krajowa Izba Odwoławcza. Już wcześniej pokazywano rozmaite zdjęcia ze Stambułu i z Bresci. Czekamy, aż cała procedura będzie przeprowadzona do końca - mówi ze spokojem.

Problem w tym, że Metro zakładało podpisanie kontraktu najpóźniej na przełomie lipca i sierpnia. Wtedy budowa zaczęłaby się latem przyszłego roku. Dalsze zwlekanie z inwestycją może doprowadzić do sparaliżowania centrum Warszawy i Pragi podczas mistrzostw Euro 2012.

Przeczytaj także: Znów opóźni się budowa II linii metra



Zobacz także
Ogłoszenia różne