Nie można podliczyć, co zrobiono na A1. Wszędzie leży... śnieg.

Tomasz Głogowski, Katowice
03.02.2010 , aktualizacja: 03.02.2010 21:11
A A A
29 grudnia 2009 r. Skrzyszów w gminie Godów. Przerwana budowa autostrady A1

29 grudnia 2009 r. Skrzyszów w gminie Godów. Przerwana budowa autostrady A1 (Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta)

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ma trudności z dokończeniem inwentaryzacji autostrady A1 ze Świerklan do Gorzyczek. Wszystko przez śnieg i spory z firmą Alpine Bau, która nie pali się do współpracy. Jeżeli będzie tak dalej, przetarg na dokończenie tego odcinka A1 opóźni się o wiele miesięcy.
Do końca stycznia drogowcy mieli przygotować protokół, w którym miały znaleźć się dokładne informacje o tym, co udało się austriackiej firmie Alpine Bau wybudować na 18-kilometrowym odcinku A1 pomiędzy Świerklanami a Gorzyczkami.

Inwentaryzacja przygotowywana przez GDDKiA miała ostatecznie potwierdzić, że Austriacy pracowali zbyt wolno - co było oficjalną przyczyną zerwania kontraktu - oraz otworzyć drogę do ogłoszenia przetargu na nowego wykonawcę. Według planów ma odbyć się on już w kwietniu, czyli za kilka tygodni.

Ale dowiedzieliśmy się, że z ogłoszeniem przetargu mogą być spore kłopoty. Okazuje się bowiem, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie może dokończyć inwentaryzacji na A1 - drogowcom przeszkadza... ostra zima! Półtorametrowe zaspy śniegu w okolicach Gorzyc, Świerklan i Gorzyczek, gdzie wytyczano ślad autostrady i budowano pierwsze wiadukty, utrudniają pracę geodetom i kartografom. Nie można ustalić punktów pomiarowych i stworzyć dokładnych map, nie mówiąc już o tym, że inżynierom trudno jest oszacować wszystkie roboty, które wykonano (albo nie wykonano) pod ziemią.

Marcin Hadaj, rzecznik GDDKiA, mówi, że inwentaryzacja wykonana została już w 83 proc. Przyznaje, że pogoda pokrzyżowała drogowcom szyki, ale zapewnia, że brakujące dane zebrane zostaną do połowy lutego (najdalej do końca miesiąca). - Nasi pracownicy faktycznie muszą zmagać się ze śniegiem i mrozem, ale nie jest tak źle. Inwentaryzację skończymy na tyle szybko, że na pewno zdążymy z ogłoszeniem nowego przetargu - zapewnia Marcin Hadaj.

"Gazeta" dowiedziała się jednak, że ostra zima to tylko część przyczyn opóźnienia. Firma Alpine Bau, którą wyrzucono z placu budowy, nie pali się teraz do współpracy związanej z inwentaryzacją. Powołano specjalną komisję, w skład której mieli wejść przedstawiciele obu stron, ale prace komisji nie posuwają się naprzód.

- Nikt nie powiedział nam, na jakich zasadach ta komisja ma działać, więc nie ma powodów, byśmy się w nią angażowali - mówi nasz informator związany z Alpine Bau i dodaje, że Austriacy przygotowują własną inwentaryzację wszystkich wykonanych prac. Będzie potrzebna, gdy sprawa znajdzie się na wokandzie sądowej. - Teraz rozmawiają już tylko prawnicy, a nie budowlańcy - dodaje nasz rozmówca.

Na tym nie koniec kłopotów. Podwykonawcy z terenu Wodzisławia, Jastrzębia i Rybnika, których zaangażowano do pomocy przy budowie A1, alarmują, że Alpine Bau nie wypłaciła im wszystkich zaległych pieniędzy. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad uspokaja, że wszyscy podwykonawcy dostaną zapłatę, bo wstrzymano Alpine Bau wypłatę 14 mln euro. - W razie czego uregulujemy zaległe rachunki dla podwykonawców z tej kwoty - zapewnia rzecznik GDDKiA.

Ale problem, według naszych informacji, leży gdzie indziej. Ponieważ kontrakt z Austriakami zerwano nagle, części robót nie miał kto odebrać. To tak, jakby faktycznie nie istniały i małe firmy będą miały teraz spore kłopoty z odzyskaniem pieniędzy.

Zobacz także
Ogłoszenia różne


Wiadomości Lokalne