Wyrzucili Alpine Bau z autostrady. Teraz firma wróciła!

Tomasz Głogowski
15.08.2010 , aktualizacja: 15.08.2010 18:15
A A A
Alpine Bau, firma, którą pół roku temu wyrzucono z placu budowy autostrady A1 ze Świerklan do Gorzyczek, wygrała przetarg na dokończenie tego odcinka! Drogowcy zapewniają, że nie ma co robić dramatu, bo skarb państwa zaoszczędzi na tym 300 mln zł.
To było do przewidzenia, bo Austriacy zaproponowali zdecydowanie najniższą cenę i pod tym względem zostawili konkurencję daleko w tyle. Podczas gdy najdroższe konsorcjum zadeklarowało, że dokończy ten 18-kilometrowy odcinek autostrady A1 za 847 mln zł, to Alpine Bau zaproponowało 555 mln zł. Można by się cieszyć, gdyby nie to, że jeszcze ponad pół roku temu Austriaków wyrzucono z placu budowy tej autostrady! Rozstanie było burzliwe, bo Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad uznała wtedy, że prace posuwają się zbyt wolno, a firma nie jest w stanie wywiązać się ze swoich obowiązków. Zamiast wykonania pracy w 80 proc., zrobiono jedynie 50 proc.

Teraz drogowcy tłumaczą, że Alpine Bau w powtórzonym przetargu złożyła zdecydowanie najkorzystniejszą ofertę i nie było żadnych podstaw, by ją kwestionować. Nie decyzję nie wpłynęło nawet to, że przez cały czas trwa proces sądowy związany z zerwaniem starego kontraktu. - Rozstrzygnięcie tego sporu pozostanie bez wpływu na nowy kontrakt - przekonuje Marcin Hadaj, rzecznik GDDKiA.

Drogowcy przekonują, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo dzięki nowej umowie skarb państwa zaoszczędzi nawet 300 mln zł. Jak to możliwe? Pierwszy kontrakt z Alpine Bau opiewał na 1,1 mld zł, z czego wykonawcy wypłaconą już 370 mln zł. Biorąc pod uwagę to, że Austriacy zadeklarowali teraz, że dokończą autostradę za ponad 500 mln zł, w kasie ma zostać około 300 mln zł. - Są oczywiście i minusy, chociażby takie, jak przesunięcie się terminu oddania autostrady do użytku - mówi Hadaj i dodaje, że ten odcinek A1 ma być gotowy w kwietniu 2012 roku, czyli przed Euro 2012. To dwa lata później niż zakładano, bo pierwotnie autostrada miała być gotowa na początku 2010 r.

Jakie są gwarancje, że tym razem Alpine Bau wywiąże się z kontraktu? Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapewnia, że nowa umowa jest dla strony publicznej znacznie korzystniejsza. Po pierwsze, wykonawca zobowiązał się, że robotnicy będą pełną parą pracować od 6 do 22, i to nie tylko w sezonie budowlanym, ale także zimą. Rozszerzono katalog kar umownych i wprowadzono codzienne raporty z przebiegu prac, które mają trafiać bezpośrednio do GDDKiA. Lepsze zarządzanie ma gwarantować też podobno nowy personel, który firma Alpine Bau skieruje na plac budowy. - Budowa tego odcinka będzie pod naszym szczególnym nadzorem. Już raz pokazaliśmy, że potrafimy egzekwować zapisy kontraktu i tym razem też tak będzie - zapewnia Marcin Hadaj.

Nieco mniej optymistycznie patrzą na całą sprawę okoliczni mieszkańcy i samorządowcy. Po zerwaniu pierwszego kontraktu jedni i drudzy mieli spore kłopoty. Mieszkańcy, bo wielu z nich z dnia na dzień straciło pracę przy budowie A1 (część ludzi kupiła nawet sprzęt - ciężarówki i koparki, bo zawarli umowy z wykonawcą). Samorządowcy z kolei zostali z rozkopanymi drogami lokalnymi.