Szykują pogotowie strajkowe w PŻB. Załoga nie chce teraz prywatyzacji

Mariusz Rabenda
21.01.2015 09:00
A A A
Prom Wawel

Prom Wawel (Fot.Artur Kubasik AG)

- Prywatyzacja kołobrzeskiego armatora nie ma w tej chwili żadnego uzasadnienia i szkodzi 600-osobowej załodze - uważają związkowcy. Bez prywatyzacji byt spółki może być zagrożony - odpowiada resort skarbu i nie zamierza odwołać przetargu prywatyzacyjnego.

Działające w Polskiej Żegludze Bałtyckiej "Solidarność" i OPZZ powołały we wtorek międzyzwiązkowy komitet strajkowy. Chcą ogłosić pogotowie strajkowe.

- Jeśli niczego to nie zmieni, ogłosimy strajk, choćbyśmy tego nie chcieli - zapowiada Kazimierz Sikora, szef zakładowej "S".

"Spółka przynosi zyski"

Pod koniec grudnia przedstawiciele załogi wysłali apel do premier Ewy Kopacz, a w poniedziałek do Włodzimierza Karpińskiego, ministra skarbu państwa. Proszą o wstrzymanie prywatyzacji spółki.

- Kilka lat temu, gdy byliśmy w fatalnej kondycji, prywatyzacja była uzasadniona. Teraz nie - uważa Sikora.

Związkowcy argumentują, że: spółka przynosi zyski (50 mln zł za poprzedni rok), inwestuje w odnowę floty (kupiła prom za 140 mln zł, w kwietniu wejdzie do eksploatacji), dobrze radzi sobie na konkurencyjnym rynku promowym na Bałtyku, zatrudnia 600 osób, które - zdaniem związkowców - nie mają gwarancji zatrudnienia po przejęciu przez ewentualnego nabywcę akcji.

A ministerstwo na to...

MSP twierdzi, że decyzja o ponownym rozpoczęciu procesu prywatyzacji została podjęta po przeprowadzeniu szczegółowej analizy sytuacji ekonomiczno-finansowej PŻB. "Wypracowany przez spółkę w latach 2012-2013 zysk netto jest w dużym stopniu wynikiem nałożenia się korzystnych - z punktu widzenia PŻB - zjawisk rynkowych, które nie muszą mieć trwałego charakteru" - czytamy w informacji z biura prasowego MSP.

Resort uważa, że armatora może nie być stać na wymianę dwóch pozostałych promów, a że mają one po 30 lat - wymienić je trzeba. MSP powołuje się na argumenty zawarte w "Strategii Grupy Kapitałowej Polskiej Żeglugi Bałtyckiej S.A. na lata 2014-2017", przyjętej przez zarząd, zgodnie z którą obecna dobra sytuacja finansowa daje możliwość pozyskania inwestora strategicznego, który umożliwi rozwój floty pływającej. W przeciwnym wypadku, biorąc pod uwagę agresywną politykę konkurencji, działalność spółki w dłuższym okresie może okazać się zagrożona.

Związkowcy nie wierzą w te argumenty. W liście do szefa resortu skarbu proponują, by oddał PŻB w ręce spółki pracowniczej.

Co z załogą?

- Obawiamy się, że prywatyzacja nie da nam gwarancji zatrudnienia ani nie zagwarantuje pozostawienia siedziby w Kołobrzegu czy utrzymania logo Polferries - mówi Sikora.

MSP odpowiada na ten argument, że proces prywatyzacji przewiduje możliwość przeprowadzenia z potencjalnym inwestorem negocjacji dotyczących zawarcia pakietu socjalnego, i nie zamierza odwołać przetargu prywatyzacyjnego.

Do MSP wpłynęło siedem ofert wstępnych, są one teraz oceniane. Decyzja w sprawie dalszych etapów prywatyzacji ma zapaść w piątek. MSP chce sprzedać 9,5 mln akcji PŻB (91,64 proc. wszystkich walorów, reszta należy się pracownikom spółki). Wartość nominalna akcji po ubiegłorocznym przeszacowaniu wynosi 3,90 zł (poprzednio 10 zł).

Zobacz także