Fotka straszy autka

Mariusz Jałoszewski
15.04.2012 , aktualizacja: 16.04.2012 17:11
A A A
Ponad milion złotych zarobił fotoradar, który działa od kilku tygodni na jednym z warszawskich skrzyżowań! Władze miasta zacierają ręce. Ciekawe na co wydadzą niespodziewany strumień pieniędzy?
Milion w 6 tygodni

Nowoczesny system fotoradarowy straż miejska ustawiła pod koniec lutego na ruchliwym skrzyżowaniu al. Sikorskiego z ul. Sobieskiego na warszawskim Mokotowie. Urządzenie potrafi zrobić zdjęcie kilku kierowcom jednocześnie, zarówno przekraczającym prędkość, jak i tym wjeżdżającym na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Mandat wystawiany jest natychmiast, a kierowca dostaje go kilka dni później - informacje z radaru wysyłane są automatycznie do komputera.

Urządzenie jest bezlitosne, do tej pory wystawiło ok. 4 tys. mandatów, a urząd miasta zarobił na tym ponad milion złotych! I tak spodobało się to straży miejskiej, że ogłosiła przetarg na kolejne cztery fotoradary, które staną na stołecznych skrzyżowaniach. Kolejnych siedem urządzeń kupią później. Jedno kosztuje ok. 250 tysięcy złotych, ale wydatek zwraca się po siedmiu tygodniach.

Więcej radarów - mniej wypadków

- Teraz na tym skrzyżowaniu jest mniej wypadków, a kierowcy nie blokują go, wjeżdżając na nie w ostatniej chwili - zachwala fotoradar Katarzyna Dobrowolska ze stołecznej straży miejskiej.

A może to nie tylko o bezpieczeństwo chodzi? Radar to szybki sposób na podreperowanie kryzysowego budżetu. Warszawska straż miejska już doskonale zarabia na kierowcach wjeżdżających na most Śląsko-Dąbrowski zamknięty z powodu budowy II linii metra. Z mandatów do kasy miasta wpłynęło ponad 3 mln zł, z tego milion przekazano na nagrody dla pilnujących mostu strażników.

Urząd miasta broni się, że nie o zarobek tu chodzi. - Fotoradary dyscyplinują kierowców - przekonuje Bartosz Milczarczyk rzecznik stołecznego ratusza. Fotoradar z Mokotowa na początku wystawiał 500 mandatów na dobę, teraz ok. 100. Ale co z tymi, co tylko nieznacznie przekroczą prędkość lub wjadą w ostatniej chwili na skrzyżowanie na żółtym, zamiast ostro hamować? Przecież zdarza się to każdemu.

Rekordowa gmina

Rzecznik Milczarczyk: - I mi zdarzyło się jechać za szybko. Ale za łamanie przepisów trzeba jednak płacić.

Najwyższa Izba Kontroli badała sens stawiania fotoradarów przez gminy. Dla niektórych stało się to źródłem dochodu. Rekord pobiła 10-tysięczna gmina Kobylnica (niedaleko Słupska), w której straż miejska na mandatach od kierowców zarobiła w 2010 r. aż 8,5 mln zł (przy rocznym budżecie całej gminy w wysokości 40 mln zł).

Zamiast patrolować ulice wystawiają mandaty

- Nie może być tak, że straż miejska zajmuje się tylko wystawianiem mandatów, a zapomina o patrolowaniu szkół, ulic, parków. Samych fotoradarów jednak nie krytykujemy, bo są skuteczną bronią na kierowców łamiących przepisy - mówi rzecznik NIK Paweł Biedziak. Poza tym jego zdaniem w dużych miastach nie ma problemu łatania budżetu mandatami z fotoradarów.

Inspekcja transportu drogowego ustawi po wakacjach 300 fotoradarów w całym kraju przy drogach krajowych. Polska przoduje w Europie w ilości zabitych w wypadkach drogowych (w ub.r. w ponad 40 tys. wypadków zginęło 4 tys. 189 osób). Urządzenia staną w najbardziej niebezpiecznych miejscach.

Kierowców będą też pilnować bramownice do pomiaru średniej prędkości. Przejedziemy pod jedną bramką, a za kilka-kilkanaście kilometrów pod drugą. Jeśli będziemy jechali za szybko, komputer wystawi mandat. Na początek staną 24 takie bramki. Też po wakacjach.







Na co władze Warszawy powinny wydać dodatkowe dochody z fotoradarów? Może dofinansowanie szkolnych stołówek, aby nie trzeba było ich prywatyzować i podnosić cen za obiady? Piszcie: metro@agora.pl lub komentujcie na facebooku.

Przeczytaj także:


- Strażnik miejski też musi się wykazać - pomysły na mandaty


- 10 zł za toaletę. Najdroższe WC w Warszawie

Masz inny temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Zobacz także
Ogłoszenia różne