Inwestorzy nie chcą kupować miejskich działek

Marta Tylenda
08.04.2008 , aktualizacja: 08.04.2008 09:53
A A A
Cztery działki, wycenione na 35 mln zł, miasto wystawiło wczoraj na przetarg. Urzędnicy liczyli na spory zysk. Tymczasem sprzedała się tylko jedna nieruchomość, najtańsza, a na przetargu stawił się... jeden inwestor
Wszystkie miejskie działki, które poszły pod młotek, leżą w pobliżu centrum handlowego King Cross Marcelin, między lotniskiem Ławica i stadionem miejskim przy ul. Bułgarskiej. Zgodnie z miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego trzy działki mogą być przeznaczone pod handel detaliczny lub usługi, na jednej z nich mógłby stanąć również hotel lub biura, banki, kina. Tylko na jednej, przy ul. Bułgarskiej, planiści dopuścili wyłącznie budowę obiektów sportowo-rekreacyjnych.

Urzędnicy miejscy zachwalali te tereny, jako bardzo atrakcyjne (zwłaszcza w kontekście zbliżającego się Euro 2012), reklamowali działki m.in. na ogromnych targach nieruchomości w Cannes, do kilkudziesięciu inwestorów, firm i spółdzielni wysłali szczegółową informację o przetargu.

Efekt? Do poniedziałkowego przetargu nie stanęły tłumy, a tylko jedna firma: Fabryka Mebli Bodzio, która kupiła jedną, najtańszą działkę (za 2 mln 365 tys. zł). Pozostałe trzy, wystawione za 5 mln 140 tys. zł, 11 mln 150 tys. zł i 15 mln 880 tys. zł, nie zostały sprzedane. - Nam zależało tylko na jednej nieruchomości. Liczyliśmy się z tym, że jeżeli nie uda się nam kupić pierwszej działki, powalczymy o drugą - tłumaczy Anna Sobińska, jedna z pięciu wspólników Fabryki Mebli Bodzio. Jak przyznaje, sama jest zdziwiona, że nikt inny nie stanął do przetargu. - Ale dla nas to lepiej. Zaoszczędziliśmy.

Jak mówi Sobińska, na kupionej przez Bodzio działce jeszcze w tym roku stanie salon mebli produkowanych przez tę fabrykę.

Jak na wyjątkowo kiepską frekwencję zareagowali urzędnicy? Mirosława Szymczak, zastępca dyr. wydziału gospodarki nieruchomościami: - Przetarg uważam za udany. Z doświadczenia wiem, że nie zawsze udaje się za pierwszym razem sprzedać wszystkie działki. Ale to atrakcyjne tereny, na pewno znajdą nabywców.

Sebastian Bedekier, szef Biura Obsługi Inwestorów i Promocji Inwestycji, tłumaczy nikłe zainteresowanie miejskimi działkami ochłodzeniem na rynku nieruchomości w całym kraju. - Koledzy z Wrocławia skarżą się, że nic ostatnio nie mogą sprzedać.

Faktycznie, w ogólnopolskich serwisach budowlanych można znaleźć dziesiątki ofert sprzedaży gruntów z pozwoleniami na budowę, a nawet rozpoczętych już inwestycji. Deweloperzy obawiają się wielkiego krachu na rynku.

Doradca finansowy Ziemowit Stempin, prezes Homest Swiss jednak uspokaja: - Działki na Marcelinie to z całą pewnością atrakcyjne tereny. Miasto zaczęło od dużych cen, i dobrze. Czasem lepiej trochę poczekać i dobrze sprzedać, niż wpadać w panikę. Moim zdaniem na te działki znajdzie się inwestor. Tylko musi mieć konkretny projekt.

Jak przyznają urzędnicy, miasto jeszcze raz spróbuje sprzedać tereny na Marcelinie. Nie wcześniej niż za miesiąc ogłosi kolejny przetarg. Czy opuści cenę? - Prawo daje nam taką możliwość. Ale decyzja należy do władz miasta - mówi Szymczak.

Ogłoszenia różne