Autostrada na dobre odjechała stolicy

Krzysztof Śmietana
28.02.2009 , aktualizacja: 28.02.2009 12:11
A A A
Do zera zmalały szanse na otwarcie autostrady z Łodzi do Warszawy przed Euro 2012. W piątek wieczorem fiaskiem skończył się ciągnący się od 2005 r. przetarg na prywatnego inwestora, który miał dostać koncesję na tę trasę. Teraz rząd zmienia zdanie i chce, by powstała za pieniądze z budżetu państwa.
To kompromitacja ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka, który od wielu miesięcy zapewniał, że wykonawcę autostrady do stolicy poznamy "już wkrótce". Odcinek A2 z Łodzi do Warszawy miał powstać w systemie koncesyjnym. Zbudowałby go prywatny inwestor za pieniądze pożyczone od banków, a później miał zarabiać na opłatach od kierowców. Otwarcie trasy obiecywali w ostatnich latach na 2006, 2008, 2010 i 2011 r.

Do ostatniego etapu przetargu dotarły dwa konsorcja. Negocjacje z nim kilkakrotnie przedłużano. Najnowszy termin ich zakończenia upływał w sobotę. - Nie wyobrażam sobie, żeby rozmowy nie zakończyły się sukcesem. Autostrada z Łodzi do Warszawy jest jedną z kluczowych inwestycji potrzebnych na Euro 2012 - przekonywał nas jeszcze w piątek po południu Artur Mrugasiewicz z biura prasowego Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Niespodziewanie wieczorem GDDKiA ogłosiła jednak, że "możliwości negocjacyjne z firmami uczestniczącymi w przetargu wyczerpały się". Przyczyną miały być wygórowane żądania wykonawców. Według GDDKiA "warunki finansowe proponowane przez firmy nie zabezpieczały interesu publicznego i mogłyby spowodować wzrost opłat dla kierowców za przejazd tym odcinkiem A2". Tym razem rzecznik Maciejewski informował: - Firmy miały problemy z zapewnieniem sobie finansowania budowy przez banki. Chciały więc wyższych stawek za przejazd. Ministerstwo Infrastruktury nie chciało się na to zgodzić.

- Tragedia. Tej autostrady nie będzie wcześniej niż w 2014 r. Tak to jest, jeśli ciągle zmienia się koncepcję budowy - komentuje Robert Chwiałkowski ze stowarzyszenia SISKOM, które wspiera budowę dróg. I przypomina, jak w czasie rządów SLD w 2005 r. zdecydowano, że autostradę sfinansuje prywatny koncesjonariusz. "Gazetę", która zgłaszała wtedy wątpliwości, drogowcy zapewniali, że nie będzie problemów, bo to przecież najbardziej ruchliwy, a więc także dochodowy odcinek w Polsce. Potem PiS chciał powrotu do budowy z budżetu państwa, długo się nad tym wahał i w efekcie przez dwa lata nic się nie działo. Platforma Obywatelska chciała wszystko przyspieszyć, ale nic z tego nie wyszło.

Teraz minister Grabarczyk chce znowu powrócić do finansowania budowy A2 przez państwo. Wspólnie z GDDKiA zapowiada ogłoszenie kolejnego przetargu w drugiej połowie marca, tym razem na projekt i budowę autostrady. Umowę z wykonawcą chce podpisać we wrześniu. Firma miałaby 32 miesiące na przygotowanie projektu i wykonanie trasy. Teoretycznie jest więc szansa, że uda się zdążyć z otwarciem A2 na Euro 2012.

- Bardzo wątpliwe, by ten scenariusz się powiódł. Terminy są napięte do granic możliwości. Minister Grabarczyk musi też powiedzieć, skąd weźmie 5 mld zł na ten odcinek A2. Słyszałem, że chce zabrać z budowy autostrady A4 między Tarnowem a granicą z Ukrainą, a przecież tamta trasa też była priorytetowa na mistrzostwa - zauważa Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Dodaje, że sytuacja polityczna ministra Grabarczyka staje się teraz bardzo nieciekawa. Poległ nie tylko na budowie ważnych odcinków autostrad i dróg ekspresowych, ale też nie udają mu się remonty strategicznych linii kolejowych.

Przeczytaj także: Fundamenty Stadionu Narodowego będą szybciej



Zobacz także